Podczas kolacji usłyszałam donośny
dźwięk, który kilkakrotnie się powtórzył. Nie mogąc rozpoznać
dźwięku, automatycznie przerwałam jedzenie posiłku. Spojrzawszy
przez okno oślepił mnie jasny, świdrujący blask pełni księżyca.
Wpatrując się w niego, moja wyobraźnia ponosiła mnie w dalekie,
nieznane podróże. Moją uwagę przykuły gwałtownie poruszające
się krzewy. Z pewnością nie były poruszane przez lekki powiew
wiatru. Natychmiastowo wybiegłam z domu. Wilgotne, świeże
powietrze orzeźwiło mój zmęczony umysł. Nie spodziewając się
nikogo obróciłam się na pięcie i opanowanym krokiem ruszyłam w
stronę budynku.
- Jest ktoś w domu? - zapytał znikąd męski głos.
Odwróciwszy się gwałtownie,
odebrało mi mowę. Po chwili wycedziłam:
- Co ty tutaj robisz?
- Myślałaś, że o tobie zapomniałem, prawda?
- Ja to dawno zrobiłam i myślę, że takie wyjście będzie dla nas obu najlepsze.Ponawiając czynność ruszyłam w stronę drzwi.
- Posłuchaj, może to głupio zabrzmi, ale... jestem w tobie zakochany od ponad dwóch lat...
- Żartujesz sobie ze mnie? - zaśmiałam się sarkastycznie.
- Mówię to, co czuję. Chcę spędzić z tobą życie do końca swoich dni. Proszę cię, Alice, ponów szansę...
- Zraniłeś mnie, wiesz o tym?
- Wiem, ale chciałbym to naprawić.
Nasze oczy, po raz pierwszy od
parunastu miesięcy się spotkały. Cudowne uczucie mieć kogoś
równie kuszącego jak on przed sobą, ale to, co zdarzyło się
kiedyś nie dawało mi dojść do pomyślenia, że mogę być jego
bliską osobą jaką byłam...
- Odejdź! - wystawiłam ręce przed siebie i go odepchnęłam. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. W teraźniejszym świecie są tylko dwulicowi chłopcy.. Tak, jesteś jednym z nich...
- Zmieniłem się, uwierz mi – zabrzmiało szczerze, ale tego nie kupiłam.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć – powiedziałam ironicznie.
Położył ręce na moich biodrach,
następnie delikatnie musną wargami moja brodę. Podobał mi się,
ale chyba wszystkie dziewczyny ze szkoły się w nim podkochiwały. W
sumie nie znałam chyba równie przystojnego chłopaka jakim był on.
Piaskowe włosy, w dzień rozjaśnione promieniami słonecznymi były
jednym z wielu powodów, dla których uwielbiałam się na niego
patrzeć. Jego figlarne, złowieszcze bursztynowe oczy były
pocieszeniem na każdy zły dzień, kiedy nie było nadziei na nic,
kiedy moje oczy nie odróżniały kolorów i wszystko widziały w
czarno-białych, smutnych barwach.
Postanowiłam ulec jego błaganiom.
Weszliśmy do domu.
- Usiądź na kanapie w salonie. Zaraz będę.Ani drgnął.
- No usiądź, mówię! - rozkazałam.
Udałam się do swojego pokoju, chcąc
chodź na chwilę odciąć się od cywilizacji i przemyśleć parę
prostych spraw. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi usiadłam na łóżku.
Dlaczego on tu przyszedł? Przecież rozdział życia z nim w związku
– przynajmniej ja – uważałam za zakończony. Okazuje się
nagle, że coś do mnie czuje. Chaos, który panował w mojej głowie
był nie do ogarnięcia, zwłaszcza, że tak nagle mu się o mnie
przypomniało. Sięgnęłam do szafy po sukienkę, która podkreślała
moją smukłą figurę. Jedynym atutem jakim w sobie miała i jakiego
można było mi zazdrościć były szczupłe, długie nogi. W owym
ubraniu wyglądały jeszcze seksowniej niż w spódniczce, której
skraj brzegu bielizny dzielił zaledwie o dziesięć centymetrów.
Pędem ruszyłam w stronę siedzącego //// na kanapie.
- Ślicznie wyglądasz – skomplementował.
- Dziękuję - poczułam, jak na twarzy pojawiały mi się rumieńce. Sprawiał wrażenie zadowolonego. - Zacznij opowiadać.
- Pamiętasz Grace, z którą no wiesz... cię zdradziłem?
- Dwa miesiące w podświadomości miałam obraz tego, co zobaczyłam w parku. Ty i ona... - dodałam.
- Nie zrobiłem tego dlatego, że mi się podobała...
- A dlaczego? - przerwałam. - Chyba nie ma lepszej wymówki...
- Tajemnica – powiedział tak, jakby odpowiedź była mu dana z powietrza.Wzdrygnęłam się.
- Jaka?
- Nieważne.
Chłopak bez informacji wyszedł z
domu. Nie zatrzymałam go, ponieważ marzyłam, by jak najszybciej
opuścił budynek. Zrobiłam w sercu porządny remanent uczuć jakie
się w nim przez cały czas kotłowały. Pożądałam go bardzo...
nawet bardziej niż myślałam i było to możliwe. Stał się
częścią mojego życia, a wraz z tym pragnęłam poznać go bliżej.
Nie chciałam robić pierwszego kroku, dlatego postanowiłam
poczekać, aż on go pierwszy zrobi.
Mijały kolejne doby. Zastanawiałam
się czy on jeszcze o mnie pamięta, czy niezapowiedziane odwiedziny
były tylko chwilą natchnienia czy znaczyły coś więcej...
Mieszkał na peryferiach miasta w starym, przeciekającym podczas
deszczu domu. Nocą budynek spowija mrok przywodzący na myśl
zabłąkane duchy. Najbliżsi jego sąsiedzi znajdowali się w
odległości dwóch kilometrów. A nasze domu dzieliło aż dwanaście
kilometrów... Wnioskując po jego miejscu zamieszkania należał do
rodziny ubogiej. Patrząc na ubrania i wygląd był jednym, z
najprzystojniejszych chłopaków w dzielnicy. Wszystko wydawało się
to skomplikowane i dziwne...
O ósmej wieczorem niebo groźnie
pociemniało atramentową barwą. Zapaliły się latarnie uliczne, a
obraz wiejskich uroków przypominał ponurą, ciemnobrunatną taflę
smutnego otoczenia. Z podwórka dobiegło niespodziewanie szczekanie
mojego psa, Granda. Szczekał zawsze wtedy, kiedy mu się nudziło.
Otoczona przyrodniczymi krajobrazami jasnozielonych liściastych
lasów, postanowiłam zabrać go na krótki spacer w głąb nich.
Ujmując w rękę nylonową smycz i skórzaną, czerwoną obrożę
ruszyłam w stronę furtki. Puściłam psa bez smyczy, by mógł
nabrać trochę swobody. Grand był inny niż zwykle wystraszony,
zdezorientowany i niepewny siebie. Jak nigdy szedł tuż za moimi
nogami. Uszy miał położone wzdłuż szyi, a ogon skulony pod sobą,
stąpał z niesamowitą ostrożnością i pochyloną głową ku
ziemi, energicznie przewracając oczyma na boki. Trzymał łeb tak
nisko, że piętami przy opanowanym i spokojnym chodzie zadawałam mu
bolesne ciosy kopniakami w podbródek. Jego niewyjaśnione zachowanie
prosiło mnie o pomstę do nieba.
- Wracamy, kolego – zawróciłam.
Grand nigdy tak się nie zachowywał.
Przyzwyczajony był do łamiących się gałęzi pod wpływem powiewu
silnego wiatru czy innych naturalnych zjawisk pogodowych, ponieważ
od szczenięcia zamieszkiwał podwórko. W tym momencie kompletnie
odchodziłam od zmysłów, ponieważ nie zauważyłam nic, co mogło
go tak doszczętnie wystraszyć.
- Dzisiaj noc spędzisz w domu – oznajmiłam.
Wnet usłyszałam kroki. Z biegiem
czasu były głośniejsze. Fizycznie czułam, że znajdują się one
nieopodal za mną. Odruchowo odwróciłam głowę. Zauważyłam
czarną, potężną postać przemieszczającą się ze zniewalającą
szybkością. Poprzez ciemność nie byłam w stanie zauważyć nic
więcej. Pędzona adrenaliną jak najszybciej pomknęłam w stronę
mieszkania.
Wystraszona siedziałam przy oknie,
patrząc, jak gęsty deszcz bombarduje pociskami coraz większe
kałuże na trawniku. Byłam samotna, niewiarygodnie zdołowana, a co
najgorsze – nie było nikogo bliskiego obok mnie.. Kogoś, kto by
mnie przytulił i pocieszył.
Nazajutrz obudziły mnie ciepłe
promienie słoneczne. Będąc ciekawa zachowania psa zwlekłam się z
łóżka i ponowiłam spacer tymi samymi ścieżkami. Grand był w
nie najlepszej kondycji, więc jak najszybciej pragnęłam wrócić
do domu. Szum liści popędzanych powiewem wiatru docierał do moich
uszu z zawrotną prędkością. Nieoczekiwanie poczułam czyjąś
fizyczną obecność. Zaniepokojona rozejrzałam się dookoła.
Zauważywszy … rozweseliłam się, ale z drugiej strony było to
miejsce rzadko odwiedzane przez ludzi, więc jednocześnie się
zdziwiłam. Stałymi i jedynymi mieszkańcami takowego lasu były
zwierzęta.
Grace zobaczyła go jako wilka i on
chcialbyc z nia a potem on nie mogl przestac o niej myslec i kochał
ją cały czas....
- Nie jestem istotą taką, jaką przypominam. Pod pozorem niebiańskiej sielanki w każdym może kryć się brutalna sprawa....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz