środa, 5 lutego 2014

scrooge

Było bardzo wcześnie rano. Stopniowo rozchyliłem napuchnięte od snu powieki. Najpierw moje źrenice zaakceptowały wszechobecną jasność, by móc funkcjonować jak przeciętny człowiek.
Zszedłszy z łóżka i poszedłszy w piżamie do łazienki wykonałem rutynowe czynności. Wychodząc z niej brzuch dał mi jednoznaczny znak o pustce w nim. Automatycznie wybrałem się do kuchni. Otworzywszy lodówkę wybrałem, a następnie wyjąłem z niej masło, ponieważ tylko na to dzisiaj miałem ochotę. Położyłem je na blacie i wymierzyłem kolejny kierunek, potrzebny do przyrządzenia takowego śniadania – był nim chlebak. Otwierając go, spotkało mnie ogromne rozczarowanie, jedyne co w nim się znajdowało to dwie czerstwe kromki chleba, najprawdopodobniej ze zeszłego tygodnia... Cóż, pomyślałem, trzeba iść do sklepu. Nałożyłem na siebie wygodne i ciepłe ubranie, a następnie wyszedłem z domu.
Idąc do sklepu po pieczywo zorientowałem się, że ruch uliczny jest ograniczony do bardzo małej ilości przejeżdżających po ulicach pojazdów, czy idących chodnikiem przechodniów.
  • Wesołych świąt! - niespodziewanie powiedziało nieznajome mi dziecko uświadamiając mi, iż dzisiaj jest Wigilia.
Opanowanym krokiem cały czas szedłem po zaśnieżonych chodnikach. Zauważyłem dom siostrzeńca, ostrożnie podszedłem do okna. Patrząc przez nie, zauważyłem tam cała swoją rodzinę siedzącą przy stole. Jedyne kogo tam brakowało to... mnie. Wnioskowałem to, po dwóch niezajętych krzesłach. Poczułem pustkę pomieszaną z żalem do siebie... Mimo zaproszenia jakie dostarczył mi listonosz wprost do skrzynki na listy nie skorzystałem z propozycji zjedzenia wspólnie posiłków, ani na nie odpowiedziałem. Musiało zrobić się im przykro, że jako zaproszony gość nie przyszedłem... jeszcze tak bliski owej rodzinie. Generalnie w pewnych momentach brakowało mi kogoś bliskiego, z kim mógłbym porozmawiać, ale cały czas teatralnie w sobie to dusiłem. Dzisiaj samotność dała mi się naprawdę we znaki...
Wnet wpadł mi do głowy całkiem niezły pomysł – gdyby teraz niespodziewanie do nich zapukać? Ciągłe spoglądanie na dwa puste miejsca robiło mi się smutno i przykro, że tak zlekceważyłem swoją rodzinę. Chyba pierwszy raz zaznałem namiastkę empatii, która ścisnęła moje kamienne serce.
W tym momencie na poważnie zacząłem rozważać nad decyzją niezapowiedzianej wizyty.
  • Raz się żyje – mruknąłem do siebie pod nosem i ruszyłem zmarznięty.
Z lekkim użyciem siły i ostrożną delikatnością zapukałem w stojące przede mną drzwi. Po chwili otworzył je gospodarz domu. Kiedy dokładnie jego oczy zarejestrowały kto stoi przed nim, jego twarz na mój widok się rozpromieniła. Na jego polikach ukazały się śmieszne dołki, które od zawsze były największym jego atutem. Odwzajemniłem ciepły gest ze strony siostrzeńca tym samym.
  • Myślałem, że już nie przyjdziesz – powiedział radośnie.
  • Cały czas wierzę w cuda – zaśmialiśmy się równocześnie.
Na mój widok wszyscy miło pozdrowili mnie uśmiechem, ucieszyło mnie to. Usiadłszy przy z stole z członkami rodziny wymienialiśmy się zdaniami na różne tematy. Pozytywnie spędziłem ową wigilię, a co najważniejsze – w gronie najbliższych.

Z natury jestem samotnikiem, ale ten dzień uczynił, że moje nastawienie do ludzi diametralnie uległo zmianie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz