Było
bardzo wcześnie rano. Stopniowo rozchyliłem napuchnięte od snu
powieki. Najpierw moje źrenice zaakceptowały wszechobecną jasność,
by móc funkcjonować jak przeciętny człowiek.
Zszedłszy
z łóżka i poszedłszy w piżamie do łazienki wykonałem rutynowe
czynności. Wychodząc z niej brzuch dał mi jednoznaczny znak o
pustce w nim. Automatycznie wybrałem się do kuchni. Otworzywszy
lodówkę wybrałem, a następnie wyjąłem z niej masło, ponieważ
tylko na to dzisiaj miałem ochotę. Położyłem je na blacie i
wymierzyłem kolejny kierunek, potrzebny do przyrządzenia takowego
śniadania – był nim chlebak. Otwierając go, spotkało mnie
ogromne rozczarowanie, jedyne co w nim się znajdowało to dwie
czerstwe kromki chleba, najprawdopodobniej ze zeszłego tygodnia...
Cóż, pomyślałem, trzeba iść do sklepu. Nałożyłem na siebie
wygodne i ciepłe ubranie, a następnie wyszedłem z domu.
Idąc
do sklepu po pieczywo zorientowałem się, że ruch uliczny jest
ograniczony do bardzo małej ilości przejeżdżających po ulicach
pojazdów, czy idących chodnikiem przechodniów.
- Wesołych świąt! - niespodziewanie powiedziało nieznajome mi dziecko uświadamiając mi, iż dzisiaj jest Wigilia.
Opanowanym
krokiem cały czas szedłem po zaśnieżonych chodnikach. Zauważyłem
dom siostrzeńca, ostrożnie podszedłem do okna. Patrząc przez nie,
zauważyłem tam cała swoją rodzinę siedzącą przy stole. Jedyne
kogo tam brakowało to... mnie. Wnioskowałem to, po dwóch
niezajętych krzesłach. Poczułem pustkę pomieszaną z żalem do
siebie... Mimo zaproszenia jakie dostarczył mi listonosz wprost do
skrzynki na listy nie skorzystałem z propozycji zjedzenia wspólnie
posiłków, ani na nie odpowiedziałem. Musiało zrobić się im
przykro, że jako zaproszony gość nie przyszedłem... jeszcze tak
bliski owej rodzinie. Generalnie w pewnych momentach brakowało mi
kogoś bliskiego, z kim mógłbym porozmawiać, ale cały czas
teatralnie w sobie to dusiłem. Dzisiaj samotność dała mi się
naprawdę we znaki...
Wnet
wpadł mi do głowy całkiem niezły pomysł – gdyby teraz
niespodziewanie do nich zapukać? Ciągłe spoglądanie na dwa puste
miejsca robiło mi się smutno i przykro, że tak zlekceważyłem
swoją rodzinę. Chyba pierwszy raz zaznałem namiastkę empatii,
która ścisnęła moje kamienne serce.
W
tym momencie na poważnie zacząłem rozważać nad decyzją
niezapowiedzianej wizyty.
- Raz się żyje – mruknąłem do siebie pod nosem i ruszyłem zmarznięty.
Z
lekkim użyciem siły i ostrożną delikatnością zapukałem w
stojące przede mną drzwi. Po chwili otworzył je gospodarz domu.
Kiedy dokładnie jego oczy zarejestrowały kto stoi przed nim, jego
twarz na mój widok się rozpromieniła. Na jego polikach ukazały
się śmieszne dołki, które od zawsze były największym jego
atutem. Odwzajemniłem ciepły gest ze strony siostrzeńca tym samym.
- Myślałem, że już nie przyjdziesz – powiedział radośnie.
- Cały czas wierzę w cuda – zaśmialiśmy się równocześnie.
Na
mój widok wszyscy miło pozdrowili mnie uśmiechem, ucieszyło mnie
to. Usiadłszy przy z stole z członkami rodziny wymienialiśmy się
zdaniami na różne tematy. Pozytywnie spędziłem ową wigilię, a
co najważniejsze – w gronie najbliższych.
Z
natury jestem samotnikiem, ale ten dzień uczynił, że moje
nastawienie do ludzi diametralnie uległo zmianie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz