Historia, o której opowiem może
wydawać się niewiarygodna. A jednak wydarzyła się naprawdę.
Zaczęła się zwyczajnie pierwszego dnia wakacji.
Był wczesny poranek. Na dworze
unosiła się silna woń wilgotnej rosy, a mgła przykrywała
wszystko dookoła, malowniczo wypełniając przyrodniczy krajobraz.
Mimowolnie spojrzałam na zegarek.
Czwarta nad ranem.
- Świetnie - mruknęłam pod nosem siedząc w wygodnej, ciepłej przestrzeni łóżka.
Wiedząc, że wszelakie możliwe
sposoby oddania się w otchłań snu, zakończą się niepowodzeniem,
szybko podniosłam się z posłania, i zaspana udałam się do
łazienki. Bez wahania przystąpiłam do rutynowych czynności.
Wyszedłszy z domu, wyjęłam rower z
piwnicy i zwinnym ruchem wyjechałam w daleką podróż do
pobliskiego lasu. Jeżdżąc beztrosko po dzikich drogach, usłyszałam
głośny dźwięk trzaskających o siebie liści i gałęzi.
Automatycznie zahamowałam rower i podniosłam głowę do góry.
Zobaczyłam człowieka, który używał koron drzew jak zwykłego
chodnika. Biegł po nich ze zniewalającą szybkością. Parę sekund
później już go tam nie było. Postanowiłam sobie wmówić, że
mogą być to halucynacje, z powodu obudzenia się o tak wczesnej
porze. Cóż, jadę dalej, pomyślałam. Wzrok skierowałam przed
siebie będąc gotowa nacisnąć pedał.
W oddali ukazała się rozmazana
postać. W pełni wystraszona i zdezorientowana stałam nieruchomo.
Byłam przekonana, że nie skończy się to dobrze. Człowiek,
znajdował się coraz bliżej mnie, a wraz z tym, mój wzrok
wyostrzał jego sylwetkę. Nieznajomą postacią był dobrze
zbudowany mężczyzna. Jego piaskowe włosy, pod wpływem złocistych
promieni słonecznych, dodawały mu uroku, a błękitne, kuszące,
złowieszcze, oczy natychmiastowo wywołały u mnie efekt
nieziemskiego pożądania. Mężczyzna znalazł się blisko mnie. Tak
blisko, że słyszałam rytmiczne uderzenia jego serca. Instynktownie
wycofałam się. Szybkim ruchem objął mnie za talię i przyciągnął
jak najbliżej siebie. Czułam jego oddech na swoim ramieniu. Musnął
ustami moją delikatną skórę na szyi, a następnie boleśnie się
w nią wgryzł. Wydałam z siebie, z braku sił, bezdźwięczny
dźwięk. Przed moimi oczyma nastała głęboka ciemność, moje
ciało obezwładnione upadło na ziemię.
Obudziłam się w swoim pokoju, prawie
nic nie pamiętając z poprzedniego dnia. Otworzyłam szeroko oczy, a
moje źrenice, porażone przez nagły wpływ światła, zmniejszyły
się do rozmiarów mrówki. Badałam zmysłem wzroku każdy szczegół
pomieszczenia, próbując ustalić czy coś się zmieniło.
- Jak masz na imię? - zapytał znikąd nieznajomy głos.
- Gdzie jesteś? Dlaczego cię nie widzę? Czego ode mnie chcesz?... - obrzuciłam męski głos pytaniami.
- To tu, w twojej głowie... Przenikam twoje myśli, złotko. Od dzisiaj jesteśmy sobie przeznaczeni przez wieczność... Dobrze, że się tak bezwzględnie poddałaś i nie wyrywałaś. - powiedział szatańsko mężczyzna.
Prawdopodobnie większość
niebezpieczeństwa już minęło. Zamykając oczy, próbowałam w
wyobraźni utworzyć plan mojej przyszłości.
Poczułam silny ból w szyi, złapałam
się za nią. Poczułam cztery, mocno wyczuwalne rany.
- To chyba zęby... zęby wampira! -
prawie krzyknęłam.
Ktoś otworzył drzwi od mojego
pokoju. Szybko zarejestrowałam, że to napastnik którego spotkałam
w lesie. Wszedł on tymczasem nieproszony do pomieszczenia, który
znajduje się w moim domu. No pięknie, pomyślałam.
- Możesz mi wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi?! - krzyknęłam niemal na cały pokój, a mój donośny głos ze świdrującą prędkością rozprzestrzenił się w murach budynku.
- Spokojnie. Już tłumaczę – przełknął ślinę. - Od dawna poszukiwałem wybranki swojego serca. Natknąłem się na ciebie, samotnie jadącą rowerem, kiedy byłem łowach...
- Łowach?! - przerwałam.
- Jesteś osobą, z którą będę łączył swoje życie przez cały pobyt na Ziemi... My, wampiry, jesteśmy nieśmiertelni....
- Czyli ja... też jestem wampirem? - powtórzyłam ówczesną czynność.
- Ugryzłem cię po to, byś była taka jak ja. Musisz umieć pohamować popęd apetytu, mam nadzieję, że sobie z tym poradzisz... Muszę już iść. Do zobaczenia - wyskoczył przez okno.
Mężczyzna z lasu, był wampirem,
który ugryzł mnie po to, bym stała się taka jak on, tym samym
będąc jego własnością na całe życie. Nierealne! Moje życie w
ciągu jednego dnia diametralnie się zmieniło, ciąg zdarzeń można
było porównać z efektami komputerowymi... Od nadmiarów emocji
zrobiło mi się słabo...Wyczerpana zamknęłam oczy. Po niedługim
oczekiwaniu beztrosko zasnęłam.
Nazajutrz obudziłam się przywiązana
do swojego własnego łóżka. Całkowicie obezwładniona krzyczałam
na cały głos. To na marne, pomyślałam, nikt kto mógłby mi pomóc
mnie nie słyszał. A jednak, usłyszawszy moje krzyczenie ktoś
otworzył drzwi. Byłam całkowicie pewna, że to ten sam człowiek,
który był u mnie dzień wcześniej. Nie minęło parę sekund, a
moje przypuszczenia się potwierdziły.
- Uwolnij mnie! W tej chwili, słyszysz? - krzyczałam zezłoszczona.
- Pobawimy się w ofiarę i drapieżnika. Ty – jak widzisz – jesteś ofiarą. Ja będę drapieżnikiem... - sarkastycznie uśmiechnął się w moją stronę.
- Nie będę się w nic bawić! Masz mnie uwolnić! - zniecierpliwiona krzyczałam.
- Jeszcze całkowicie nie zamieniłaś się w krwiożerczą bestię, sądząc po twoim zachowaniu... Wiedz, że przerywanie jest niegrzeczne, jeśli mnie zdenerwujesz... Drugie ugryzienie będzie śmiertelne. Twój organizm nie poradzi sobie nadmierną ilością jadu...
- Rób co uważasz! Nie chcę żyć pod postacią wampira i brutalnie zabijać zwierzęta bądź ludzi!
- Zabijanie jest moją pasją – szyderczo się uśmiechnął. - A twoja decyzja nieodwołalną.
Już jestem martwa, pomyślałam.
Mężczyzna podszedł do mnie, nachylił się nade mną i znów
boleśnie wgryzł się w moją szyję, wpuszczając do organizmu
śmiertelną dawkę wampirzego jadu. Tym razem nie straciłam
przytomności. Czułam, jak moje serce pulsuje jak oszalałe. Jad,
powoli wnikał w narządy mojego ciała... Pojawiła się silna
jasność... Później poczułam wielką ulgę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz